czwartek, 13 lutego 2014

Rozdział I

     Usłyszałam, że budzik dał o sobie znać, zrywając mnie ze snu. Jak zwykle zalana potem usiadłam na łóżku, żeby uspokoić moje głośno łomoczące serce. Nagle przez moje ciało przeszły ciarki i zrobiło mi się zimno. Spostrzegłam, że moje okno jest otwarte.
- Dziwne - powiedziałam cicho - Przecież ja zawsze je zamykałam.
     Poszłam szybko pod prysznic i po chwili odświeżona już zeszłam na dół na śniadanie, które moja mama pewnie już przygotowała.
- Dzień dobry kochanie - powiedziała mama całując mnie w policzek .
- Cześć - powiedziałam jeszcze lekko zaspanym głosem. Podeszłam do dzbanka i nalałam sobie kubek kawy.
- Nadal się nie wysypiasz - stwierdziła zmartwionym głosem.
- Nie mówmy teraz o tym - powiedziałam siląc się na uśmiech, wiedząc, że ona się bardzo przejmuje i obwinia tym, nie nie może pomóc mi z moimi sennymi koszmarami.
    Jedząc mojego gofra usłyszałam że ktoś dzwoni do drzwi.
- To pewnie Olivia i Oliver. Mamo proszę otwórz drzwi, a ja pójdę szybko po moje rzeczy - i popędziłam znów na górę do swojego pokoju. Kiedy schodziłam na dół, usłyszałam na dole kłócących się ludzi.
- Mamo! Kto przyszedł? - krzyknęłam i zauważałam, że nagle głosy ucichły, a kiedy zeszłam na dół zobaczyłam bladą kobietę podpierającą się o ścianę.

- Mamo! Co się stało? - zapytałam zdenerwowanym głosem.
- Nic kochanie, wszystko jest OK - powiedziała moja mama, wymuszając krzywy uśmiech. Ale ja dobrze wiedziałam, że to określenie nie jest na miejscu. Przyniosłam jej szklankę wody. Po chwili zaczęły jej wracać kolory, ale nadal była roztrzęsiona.
- Czuję się już dobrze, idź do szkoły, nie martw się o mnie - odparła moja mama.
- Ja muszę już iść, ale możesz  do mnie  zadzwonić jakby coś się działo, OK? - wiedziałam że potrzebuje czasu, aby sobie wszystko przemyśleć i poukładać. Mimo to bałam się o nią, gdyż była delikatną kobieta.
- Dobrze. Pa kochanie - powiedziała z ulga w głosie.
A po oczach poznałam, że ma przede mną o wiele więcej do ukrycia.
   Zawszę idę pieszo do szkoły, nie lubię i dlatego prawie nigdy nie korzystam z transportu publicznego, przez co moja mama jest niezadowolona. Idąc przez park zauważyłam na ławkach kilku śpiących bezdomnych ludzi. Ich twarze były szorstkie, zmęczone, sine a jednocześnie strasznie blade. Niestety zapomniałam zabrać dzisiaj śniadania do szkoły, więc smutna odeszłam dalej, gdzie ludzie uprawiali codzienny jogging. Co jakiś czas ktoś przechodził na spacer z psem. Kiedy byłam już blisko szkoły usłyszałam, że ktoś zawołał "Izzy!", więc instynktownie się odwróciłam i zobaczyłam, że zbliża się Olivia. Od razu uśmiechnęłam się na jej widok.
- Hej Izzy - powiedziała ściskając mnie na powitanie.
- Hej Olivia - odparłam tuląc się do niej mocno.
- Co się stało - jakby na zawołanie wyczuła moje zmartwienie.
- Moja mama - te dwa słowa wystarczały dla niej w zupełności.
- Opowiesz mi później, OK? Teraz musimy się śpieszyć na zajęcia.
Więc szybko pognaliśmy w stronę szkoły. Kiedy byliśmy już pod szkołą, pożegnaliśmy się, bo mieliśmy zajęcia w innych klasach. Ale umówiliśmy się w naszej kawiarni po lekcjach. 
    Kiedy miałam dłuższą przerwę poszłam do szkolnej biblioteki, aby się spotkać z Mikiem, który odbywa tam staż.
- Hej Izzy - powitał mnie promiennym uśmiechem - Co cie do mnie sprowadza? Bo raczej nie uciekłaś z lekcji, aby mi pomóc - mówiąc to uśmiechnął się i mrugnął do mnie.
- Nie - powiedziałam śmiejąc się - Mam teraz przerwę na lunch i chciałam cię tylko uprzedzić, że nie będę mogła ci dzisiaj pomóc niestety.
- A to czemu? - zrobił smutną minę, która była głupkowata, żeby mnie roześmiać, ale ja wiedziałam, że nie chciał abym zobaczyła w jego oczach wymalowanego bólu.
- Umówiłam się już z Olivią i nie chce odkładać tego spotkania
- OK. Rozumiem. 
Widząc kolejkę jaką zrobiłam i to że zaraz skończy się przerwa odwróciłam się na pięcie i odeszłam  w stronę wyjścia nawet nie żegnając się z nim. Kiedy już miałam wychodzić, usłyszałam jak ktoś mnie woła i instynktownie się odwróciłam i zobaczyłam jak biegnie w moją stronę Mike.
- Hej. Słyszałem że jutro organizujesz przyjęcie urodzinowe. Mógłbym do ciebie przyjść na nie?
- Yyy... Ok jasne - powiedziałam lekko zaskoczona.
- Będę u ciebie o 19. OK?
Wtedy Mike przysunął się do mnie bliżej, pochylając się, pocałował mnie w policzek.
- Pa - powiedziałam szybko i popędziłam na zajęcia.
- Do zobaczenia - powiedział Mike głębokim i miękkim głosem.
Kiedy otwierałam drzwi wyjściowe biblioteki, odwróciłam się i zobaczyłam, że Mike stał nadal w tym samym miejscu i wpatrywał się we mnie przenikliwym wzrokiem.
   Wchodząc do kawiarni poczułam charakterystyczny zapach parzonej kawy, która od razu poprawiła mi humor. Jak zwykle pomieszczenie to było zatłoczone, ale wręcz opustoszałe. Może dlatego, że nie znajdowała się ona w centrum miasta, więc nie cieszyła się ona wielkim zainteresowaniem wśród ludzi. Poszłam do stolika, który najbardziej mi odpowiadał. Można było się przy nim wyciszyć i ze spokojem czekać na przyjaciółkę. Po chwili do kawiarni weszła Olivia.
- Przepraszam, że się spóźniłam, ale musiałam coś załatwić.
- Ok. Nic się nie stało. Zamówiłam już dla nas gorącą czekoladę.
- Dzięki - powiedziała z uśmiechem 
- Dlaczego dzisiaj rano nie przyszłaś po mnie? - wyrwało mi się. Myślę, że to pytanie siedziało w mojej głowie przez cały dzień.
- Chciałam ci właśnie powiedzieć, że ostatnio Oliver dostał wysokiej gorączki i zaopiekowałam się nim przez ostanie dni. Nie chciałam jeszcze bardziej obciążać wujka, który i bez tego ma dużo zmartwień na głowie. Ale myślę... Chwila... Chyba mi dzwoni... - I sięgnęła do kieszeni spodni i odebrała telefon
- Halo? Tak? Już idę. Izzy muszę już iść do domu. Pa. I wyszła z lokalu z prędkością światła.
- Pa. Miło się gawędziło - odparłam cicho.
W tej chwili właśnie przyszła kelnerka z zamówieniem.
- Proszę. Dwie gorące czekolady. Coś jeszcze? - powiedziała z miłym uśmiechem.
- Poproszę rachunek.
- Dobrze.
   Kiedy szłam z powrotem do domu zajrzałam jak zwykle do domu opieki.
- Hej Izzy. Dobrze, że jesteś - powiedziała Stella, która jest tutaj pielęgniarką.
- Hej. Coś się stało? - powiedziałam poważnym tonem.
- Pani Braun jest znowu pogrążona w depresji. Mogłabyś do niej zajść?
- Dobrze. Już idę.
   Choć lubię pomagać ludziom to jednak odpycha mnie to miejsce. Może przez tą śmierć, która tu czyha na każdym kroku. Nie wiem dlaczego, ale czuję gdy ktoś jest bliski śmierci, wtedy spędzam z nią jak najwięcej czasu, starając się tą śmierć jakoś odpędzić. Nie znaczy to jednak, że jestem w stanie wskazać konkretniej daty. Jednak mogę poczuć, że z osoby upływa energia.
   Kiedy byłam już przed wejściem, lekko zapukałam i weszłam do szpitalnego pokoju. Pomieszczenie to było przyjemne dzięki zdjęciom rodzinnym, które stały na stoliku nocnym. Świeże kwiaty powodowały, że ich zapach można było poczuć już w korytarzu. Pani Braun stała w oknie i patrzyła się na piękne jezioro, które stało niedaleko tego ośrodka. Podeszłam do tych kwiatów i delikatnie je wdychałam.
- Piękne są - powiedziałam cicho
- Jak myślisz od kogo je dostałam? - odparła z uśmiechem urocza starsza pani.
- Czyżby pański syn  przyszedł  z wizytą? 
- Niestety nie, ale pewien młodzieniec przyszedł.
- Może ma pani jakiegoś wielbiciela? - powiedziałam uśmiechając się szeroko.
   Kiedy już szłam od pani Braun, poszłam jeszcze do pani Stelli.
- Kochanie, jeszcze nie poszłaś do domu? - zapytała się ze zmartwieniem pielęgniarka.
- Już właśnie idę, ale chciałabym się jeszcze pani zapytać, kto dzisiaj odwiedził panią Braun? - spytałam się z własnej ciekawości.
- Panią Braun? Ale nikt jej już nie odwiedzał od dwóch tygodni. A coś się stało? 
- Nic takiego, tylko ona dzisiaj wspominała, że jakiś chłopak do niej przyszedł.
- Wiesz jaka ona jest. Pewnie sobie znowu coś zmyśliła.
- Zapewne tak. Dobranoc.
- Do zobaczenia, skarbie.
   Jeszcze raz zajrzałam do tego pokoju, aby się jeszcze raz upewnić, bo to nie dawało mi spokoju, potrzebowałam jakiegoś dowodu. Kiedy weszłam do środka, kobieta już spała, a po bukiecie kwiatów już nie było śladów.
   Pół godziny później, kiedy weszłam już do swojego mieszkania, skierowałam się w stronę kuchni, aby coś zjeść. Zobaczyłam przyklejoną karteczkę na lodówce:

Nie czekaj na mnie.

Wrócę później

                    Mama

 

    Wkurzyłam się na nią, że mnie unika. Zadzwoniłam do niej, ale nie odbiera. Poszłam do salonu, włączyłam telewizję i po chwili zasnęłam otulona kocem, nie martwiąc się o nic i modląc się, aby chociaż tej nocy przyśnił mi się piękny sen.

 




    

2 komentarze:

  1. Bardzo wciągnęło mnie czytanie tego opowiadania i z niecierpliwością czekam na następny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń