Gdy rano obudziłam się, byłam zdziwiona tym, że kręgosłup mi nie dokuczał po nocy spędzonej na niewygodnej kanapie oraz, że nie przyśnił mi się żaden senny koszmar. Jeszcze pół przytomna poszłam do kuchni, aby zrobić sobie coś do zjedzenia. Gdy nagle moja mama wyszła głośno krzycząc:
- Sto lat! - mocno mnie do siebie przytulając. - Jesteś już taka duża. Jestem z ciebie bardzo dumna.
- Co robiłaś wczoraj? Gdzie byłaś? Martwiłam się o ciebie. Myślałam że coś ci się stało. - stwierdziłam z prawdziwym smutkiem i złością, uczucia te siedziały we mnie od wczoraj.
- Nie widziałaś karteczki którą dla ciebie zostawiłam? - powiedziała to jakbym była głupim i niedojrzałym dzieckiem, który nie umie zrozumieć niektórych rzeczy.
- Tak widziałam. Ale to niczego nie zmienia. Przecież i tak się bardzo o ciebie martwiłam.
- Śniadanko ci stygnie - odparła jakby nie słysząc tego co ja jej powiedziałam
- Mamo! To że będziesz starała się mnie od tego odciągnąć to nie oznacza że problem zniknie. Przeciwnie będzie rósł - powiedziałam zła i mocno zdenerwowana tą sytuacją.
- Dobrze kochanie. Porozmawiamy o tym dzisiaj wieczorem - patrząc mi głęboko w oczy obiecała szczerość i podzielenie się ze mną wszystkimi sekretami. Mimo tego wszystkiego co się ostatnio wydarzyło, chciałam jej uwierzyć, więc zaczęłam jeść moje urodzinowe śniadanie, które mi przygotowała. Miałam nadzieję, że dobrze się to skończyło i abyśmy wszyscy żyli długo i szczęśliwie. Później przekonałam się, że nasze życie nie jest takie piękne i proste jak w bajkach dla dzieci, które kiedyś czytała mi mama na dobranoc.
Kiedy zauważyłam, że jest już pora pójścia do szkoły, zabrałam wszystkie rzeczy i wyszłam. Jak zawsze idąc przez park mijałam bezdomnych ludzi którzy jeszcze spali, tym razem wyciągnęłam z mojej torby kanapki i położyłam na ławce jednego z bezdomnych. Właśnie w tej chwili obudził się ze snu, usiadł i uśmiechnął się do mnie z wdzięcznością, ale w mgnieniu oka miał już poważną minę.
- Tam - wskazał ręką na wysoką skałę - Za tym wielkim kamieniem jest ławka, na której znajduje się dziewczynka - podając mi kanapkę, powiedział - Zanieś jej jedzenie. Ja sobie jakoś poradzę, ale ona potrzebuje twojej pomocy - byłam pod wielkim wrażeniem jego postawy. Widziałam łzę spływającą po jego brudnym policzku, którą natychmiast starł. Podeszłam do niego, mimo tego paskudnego zapachu i mocno przytuliłam tego starca.
- Jest pan dobrym człowiekiem. Naprawdę. - szepnęłam mu do ucha.
- To jest twoje zdanie. A teraz idź do tej dziewczynki, ona cię potrzebuje - odparł z powagą.
- Dobrze już idę. Życzę panu miłego dnia - powiedziałam z szerokim uśmiechem - Dzięki panu ten dzień będzie wyjątkowy.
Odeszłam w stronę, gdzie wskazał mi ten miły bezdomny. Kiedy dotarłam tam, zobaczyłam małą dziewczynkę skuloną na rogu ławki. Była ona ubrana tylko w brudną różową sukieneczkę i białe pantofelki, jedynie co ogrzewało ją to stary, zniszczony koc, którym się mocno oplotła. Ale i tak widziałam, że trzęsła się z zimna. Wtapiała się ona w krajobraz parku, w spadające liście które opadały już z drzew. Poczułam ucisk w sercu.
- Jak ktoś mógł doprowadzić ja do takiego stanu? Gdzie są jej rodzice? - pomyślałam ze złością i podeszłam do niej.
- Cześć, jestem Izzy - starałam się mówić z miłym głosem i życzliwym uśmiechem.
Widziałam, że dziewczyna jeszcze bardziej się ode mnie oddaliła, ale patrzyła się zachłannie na moje dłonie, w których trzymałam kanapki.
- Pewien starszy pan powiedział mi, że tu jesteś, dlatego przyniosłam ci kanapki. - odparłam i położyłam je na drugim końcu ławki, żeby miała nadal swoja przestrzeń. - Położę je tutaj, a jutro tu przyjdę i sprawdzę czy je zjadłaś, OK? - rzekłam z uśmiechem i powoli się oddalałam od tego miejsca.
- Dziękuje - nie byłam pewna czy powiedziała to ta dziewczynka czy była to tylko moja wyobraźnia.
W drodze do szkoły zastanawiałam się nad losem tych ludzi. Czy przez całe swoje życie nie mieli własnego domu? Kochającej rodziny? A co z ich edukacją? Rozmawiając z tym bezdomnym człowiekiem, wiedziałam, że jest on naprawdę bystrym mężczyzną. Więc co go skłoniło do takiego trybu życia? Może to właśnie nałóg albo nieszczęśliwa miłość. Na pewno zapytam go o to kiedyś.
Kiedy wchodziłam do szkoły, spostrzegłam, że zaczęły się lekcje. Idąc przez korytarz panowała tu cisza, przerywana jedynie cichym tykaniem zegara. Pukając do sali 207 usłyszałam niewyraźnie "Proszę" od mojego nauczyciela angielskiego. Weszłam do pomieszczenia niepewnie, gdyż byłam spóźniona, co nigdy mi się nie zdarzało. Panowała tu dziwna atmosfera.
- Przepraszam za spóźnienie - rzekłam cicho
- Usiądź z kolegą z tyłu, bo nie ma z kim pracować - odparł rzeczowo - Właśnie pracujemy nad dzisiejszą.....
- O Boże - powiedziałam bezgłośnie.
Zrobiło mi się słabo, nie czułam się najlepiej. Straciłam czucie w nogach, upadłam na podłogę. Moje serce nadal biło jak oszalałe za sprawą tego, że przed oczami nadal miałam obraz tego mężczyzny. Mężczyzny z moich koszmarów.
Przez przypadek wpadłam na twojego bloga i jest on świetny! Wciągnęłam się :) W wolnej chwili zapraszam do siebie, liczę,że pozostawisz po sobie ślad :) http://opowiadaniaowampirachwampirblog.blogspot.com/
OdpowiedzUsuń