Na środku wznosił się mistyczny posąg, z jednej strony przestawiający nierealną postać, a z drugiej strony było w nim coś znajomego, dlatego podeszłam bliżej, aby się lepiej przyjrzeć. Pod pomnikiem na tabliczce był wygrawerowany napis, który przeczytałam po cichu:
"Sunt angeli boni et mali. Pauperes sunt, et ruerunt. Qui ceciderunt. Non est iniquum? Post omnes, iacent omnia. Espraes iacent omnia"*
W części przedniej budowli tkwiły znieruchomiałe zegary stale wskazujące południe. A głuche milczenie sprawiło, że słyszałam głośne bicie własnego serca. Nagle zegary oszalały, wskazówki kręciły się w niewłaściwym kierunku, ziemia zadrżała i usłyszałam przeraźliwy hałas. Spomiędzy budynków jakby z mgły pojawiła się tajemnicza postać. Była ona w pelerynie wyglądając w tym mrocznie, groźnie i bardzo niebezpiecznie. Powoli zmierzała w moją stronę. Istota ta nie szła tylko sunęła po ziemi(niczym Voldemord w "Harrym Potterze").
Gdy tak stałam cichy głosik zaszeptał mi do ucha:- Uciekaj Azartha Nie wiedziałam co się działo, ale zaczęłam biec w kierunku ulicy, która na pewno nie należała do najbezpieczniejszych. Usłyszałam jak ta tajemnicza postać zaczęła się szyderczo śmiać. Zaczęłam biec ile sił w nogach starając się nie obracać i co jakiś czas skręcać w inną ulicę mając nadzieję, że zgubię tego intruza. Po jakimś czasie, gdy byłam już bardzo zmęczona, nie przyzwyczajona do takiego wysiłku fizycznego, skręciłam w ciemną uliczkę, w ślepy zaułek. Nagle usłyszałam dziwny hałas i instynktownie odwróciłam się, ale nikogo nie zauważyłam. Głośno odetchnęłam z ulgą, ale nie na długo, gdyż byłam w potrzasku.
Odwróciłam się i napotkałam przenikliwie wpatrujące się we mnie błękitno-niebieskie oczy. Po posturze ciała tej istoty zauważyłam że był on mężczyzną. Nagle zapadła martwa cisza jakby cały ten świat nagle przestał istnieć.
- Azartha - powiedział cichym zachrypniętym głosem
- Kim jesteś? - powiedziałam cichym, drżącym głosem. Być może słyszał głośne bicie mojego serca. - Kim jesteś? - ponownie zapytałam tym razem trochę głośniej i pewniej, ale cofając się jeszcze o jeden krok do tyłu. Widząc że cofałam się od niego uciec , chciał zmniejszyć odległość do minimum. W jego oczach widziałam, że nie miał dobrych intencji względem mnie. Więc zrobił krok w moją stronę, lecz jakaś niewidzialna gołym okiem bariera nie pozwalała mu na to. Mimika jego twarzy wyrażała ogromne zdziwienie i złość. Wykorzystując tę jego chwilę nieuwagi, odepchnęłam go, ale nie dotykając go, jakby niewidzialna siła zrobiła to za mnie. Ciężko upadł na ścianę. Szybko rzuciłam się do ucieczki w stronę placu.
Biegłam ile sił w nogach, bałam się tej mrocznej postaci, nie wiedziałam skąd pochodziła, a nie chciała się przekonywać na własnej skórze. Powoli oddalałam się od tego mrocznego miasta, zauważyłam że niedaleko jest las, więc zaczęłam przyśpieszać. Kiedy już byłam w środku tego lasu, obróciłam się i spostrzegłam, że już jest niedaleko mnie ta postać. Potknęłam się, upadłam wprost do wielkiej przepaści, której nie zauważyłam...
Obudziłam się z głośno bijącym sercem. To był tylko kolejny koszmarny sen. Czując ogromną ulgę podniosłam się i rozejrzałam dookoła. Te błękitno-niebieskie oczy poznałabym wszędzie.
Fajnie się czyta i ciekawy temat. :) Jedyna moja uwaga to zbyt duża czcionka, może po prostu nie lubię takiej i źle mi się ją czyta. Co do reszty- wciągające. ;)
OdpowiedzUsuń